Według informacji podanych wczoraj przez premiera Francji ma zostać ograniczone finansowanie organizacji zrzeszających muzułmanów w tym kraju. Nie chodzi tu jednak o środki z budżetu Francji. Jak zapowiedział Manuel Valls przede wszystkim rządowi w Paryżu zależy zależy na zamrożeniu dotacji z Bliskiego Wschodu, szczególnie z Arabii Saudyjskiej. Wiadomo od dawna, że najbogatszy kraj tego regionu finansuje organizacje odpowiadające za radykalizację muzułmanów. Najczęściej dochodzi do tego w Europie. To tutaj, na europejskich zasiłkach i za arabskie pieniądze, wyrastają przyszli terroryści.
Minister spraw wewnętrznych Francji, Bernard Cazeneuve, w swojej wczorajszej wypowiedzi poinformował, że od początku roku zamknięto ponad 20 ośrodków, w których radykalizowano przyszłych dżihadystów. Zapowiedział również walkę z radykalnym islamem nad Sekwaną.
Zachodnie media natomiast dbają najbardziej o interes islamu. Wszędzie powtarzane są wypowiedzi islamskich przywódcy, którzy mówią o niewystarczających środkach na kształcenie przyszłych imamów.
Szkoda, że w retoryce premiera Francji nie mowy o wstrzymaniu finansowania islamu z budżetowych środków. Może należy zabierać rodzinom zamachowców zasiłki. Może trzeba wstrzymywać finansowanie dla lokalnych ośrodków muzułmańskich z regionu, w którym mieszkał jakikolwiek zamachowiec zarówno ten, który dokonał ataku, jak i ten, który dopiero ten atak planował. Czy naprawdę Paryż chce, aby islamiści dokonywali zamachów tylko i wyłącznie działając legalnie za ich pieniądze?
Całej sprawie uważnie mają przyglądać się francuskie media. W wypowiedziach jakie publikują jest bardzo często mowa, że należy kształcić muzułmanów po europejsku. Tylko nikt nie zauważa tego, że islam chce walczyć z europejskimi wartościami i je zniszczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz